czwartek, 1 czerwca 2017

*D*Z*I*E*K*U*J*E*

Dziekuje Ci Malgosiu :)

niedziela, 9 kwietnia 2017

Przyjacielskie spotkania

Pancia mowi, ze jestem normalnie zorientowany, bo lubie suczki, a omijam pieski plci meskiej. Nie wiem, co oznacza "normalnie zorientowany", ale wiem, ze jak pancia tak mowi, to znaczy, ze nic zlego. Przez poltora roku mieszkania w Haßloch zdazylem juz poznac wszystkie pieski w okolicy. Zdazylem nabrac dystansu do wiekszosci samcow, choc niektorych scierpiec nie potrafie; tych, co mnie zaczepiaja. Ja nie zaczepiam pierwszy, bo zanim do ktoregos podejde, pancia mnie chwali "Dino jest fajny", no to nie wypada fajnemu pieskowi wywolywac awantury. Jest np. taki Pasza ...

Ja podnosze lape wyzej przy sikaniu. 
Pasza tez jest fajny, bo nadzwyczaj spokojny i olewa wszystko. Chodzi przy swojej panci powoli, krok za krokiem i nawet sika powoli, co widac na zdjeciu. Jest wielki jak niedzwiedz. Fajny kolega i fajna jego pancia.

Maja to moja przyjaciolka, choc do zdjecia pozowala z d...y strony.


Jakos nie miala ochoty byc dzisiaj modelka. Ja tam ja rozumiem, bo znam psie zwyczaje. Maja to pelnorasowa bokserka. Ma 7 lat, czyli tyle co ja, a jednak podobno jest starsza, bo rasowa. Ja tam wole byc wielorasowy i zyc dluzej. Ona, jak Pasza, chodzi powoli, ale jak mnie widzi z daleka, biegnie, by mnie i moja pancie przywitac. Wie, ze zaraz bedzie poczestowana orzeszkiem. Przy tym czestowaniu pancia ma mocno poslinione rece. 

Najbardziej pasuja mi randki z Sissi, moja sasiadka z parteru. 


Spotykamy sie dosc czesto i moze dlatego czujemy przy tych spotkaniach motylki w brzuchu. To sa prawdziwe randki zakochanych, a pocalunkom nie ma konca. 

Sissi poddaje sie moim amorom.
Sissi to starsza pani, ma 13 lat, ale milosc ujela jej lat i nawet czasami podbiega do mnie, czym zadziwia swoja pancie, bo nawet powolne chodzenie sprawia jej trudnosc. Pancia od Sissy mowi, ze w milosci wiek nie gra roli. Ja tam jej wierze, bo ona mnie bardzo lubi i mowi, ze jak Sissy odejdzie, to mnie sobie zamawia jako swojego pieska. Lubia mnie w dzielnicy, bo ja tez ich lubie. Inna nasza sasiadka powiedziala do mnie "krasiwaja sobaczka". Znam troche hiszpanskiego, troche niemieckiego, po polsku wszystko rozumiem, to i jej jezyka sie moge nauczyc.

Poranne spacery z pancia zaczynaja sie bardzo wczesnie.

Kiedy idziemy polami, slonce wstaje wlasnie tak

A w lesie tak nas wita

A kiedy wracamy, jest juz pelnia dnia

Czasem moje podwozie po spacerze wyglada tak

Po wychlapaniu sie w wannie, czas na odpoczynek w ulubionym foteliku.


Pieskie zycie? Na takie sie zgadzam.


sobota, 25 marca 2017

Pirat z wyboru

„Wygladam jak pirat i strasznie tu nudno. Ale wysypiam sie doskonale i niezle daja jesc” –  Jedrus juz po operacji oka. To nie byla latwa operacja. W tym oku nie o katarakte chodzilo, lecz o cos bardziej skomplikowanego. O szczegolach opowie, jak powroci za pare dni do domu.  Wczoraj zadzwonil do mnie i belkotal. Niewiele z tej rozmowy rozumialam. Dzisiaj rano zadzwonil i nie pamietal wczorajszej naszej rozmowy. Uczynil to automatycznie. Zrozumialam jedynie, ze czuje sie jak zbity pies; mysle, ze jeszcze byl wtedy pod wplywem srodkow anestozjologicznych. Dzisiaj byl w dobrym nastroju. W trakcie wizyty lekarz po zbadaniu oka powiedzial Jedrusiowi m.in. GUT. I tyle zrozumial :) To duzo, skoro mial swietny nastroj. Teskni za domem i za nami; podobnie, jak teskni za nim Dino. Lezy na Jedrusiowym lozku, a kiedy wyjasniam mu, ze pan przyjdzie za pare dni, patrzy tymi cudnymi oczkami na mnie, a potem spoglada na drzwi. I tak na przemian. Czeka na swojego pana. Patrze na Dinusia ze wzruszeniem. Wierny jak pies – przyslowie to ma swoje uzasadnienie.

środa, 22 marca 2017

Dlaczego nie psiasteczka?

Jak pancia siada do komputera i robi do mnie oko, to juz wiem, ze cos dla mnie szuka, albo juz  nawet cos znalazla. Nie mam nic przeciwko temu. Ja tam nie naleze do tych, co to objadaja sie slodyczami; zaden ze mnie "misiaczek", czy "kruszynka", co to to nie, ale jak czasem pancia cos sama dla mnie upiecze, to nie odmowie. 

Dzisiaj znalazla przepis na  psiasteczka, czyli bananowe cookies. 


Potrzebna do tego szklanka mleka, lyzka miodu, jajko, 2 banany i 350 g maki. Z rozwalkowanego ciasta formowac mozna np. kosteczki dla mnie. Z tej ilosci skladnikow wychodzi ok. 600 g psiasteczek. Wystarczy na dlugo.
Pancia upiecze psiasteczka dopiero w piatek, bo jutro przygotowac musi pana do wyjazdu do kliniki oka. W piatek pan bedzie operowany. Jak wroci do domu, polezy w klinice 6 dni, to poczestuje go tymi slodyczami. Na pewno nie odmowi, choc wolalby chyba, aby byly bardziej slodkie. Jak nie beda mu smakowaly, wiecej zostanie dla mnie. Hmmmm ... na zdjeciu wygladaja zachecajaco :)






czwartek, 2 marca 2017

Jest fajno!

Pancia zawsze mi mowi, ze jak komus wierzyc, to tylko pieskom. Mnie to laskocze i usmiecham sie wtedy do calego swiata :) 

... co widac na zalaczonym obrazku :) ...
Ja jeszcze moge dodac, ze ludziom tez mozna wierzyc. Chocby moja pancia; nigdy jeszcze mnie nie sklamala i nigdy nie zawiodla.  Jesli mi cos obiecuje, zawsze dotrzymuje slowa. Ostatnie dni nie byly dla niej dobre, ale ona przekonywala mnie, ze bedzie dobrze, ze mam sie nie przejmowac. No i dotrzymala slowa. Potrzasnela deczko moim panem, az ten spasowal i chyba zrozumial, ze bez panci i beze mnie nie bedzie mu latwo zyc. 
Pancia wyczytala, ze pieski wszystko potrafia zrozumiec, nawet najbardziej skomplikowane czlowiecze sprawy. No i dobrze wyczytala, bo tak jest w istocie. Myli sie ten, kto mysli, ze pieski nie odbieraja ludzkich emocji. Ja wszystko przezywam mocniej, niz sami moi panstwo. Martwilem sie, a teraz widze, ze mam powody do radosci. W pieskim zyciu wszystko jest proste. Jak cos nie pasuje, to warczenie mowi wszystko, jak pasuje, to mowia wszystko radosne podskoki. Ludzie sa bardzo skomplikowani. Wlasciwie to ja sie pytam:  PO CO?



niedziela, 19 lutego 2017

Hmmmmm ....

To jasne, ze kazdy pies chcialby zyc w pelnej rodzinie, ale nie zawsze tak bywa, no i co wtedy? Trzeba sie pogodzic z mysla, ze nie zawsze pies ma to wszystko, co chcialby miec. 


Ludzie to bardzo lubia sobie komplikowac zycie. A ja to przezywam. Z wielka troska patrze na denerwujaca sie pancie. Ona widzi moj podkulony ogon i smutne oczy, usmiecha sie do mnie i mowi, ze to juz ostatnie jej nerwowe dni, ze za dwa tygodnie bedzie juz zupelnie wyciszona. No i ja wierze mojej panci. Przeciez nigdy wczesniej mnie nie zawiodla. I jasne jest, ze zostane przy niej, a pan moze kiedys znajdzie sobie innego pieska z inna pancia? 
Ja tam nie znam sie na tych ludzkich problemach, ale zawsze murem stane za moim domem, ktory mi stworzyla moja ukochana pancia, za moimi sprzetami, za moimi zapachami i sladami, ktore dobrze znam. Szkoda, ze to wszystko sie tak pomieszalo, ale dopoki pancia sie usmiecha, to i ja bede sie usmiechal :) Hau, Hau, Hau!

wtorek, 31 stycznia 2017

Ciach! Ciach!

Wrrrrrr......

Widzieliscie takie narzedzie tortur? Znacie jego smak? Ja go poznalem dzisiaj. Ja wiem, ze raz w roku powinno sie obcinac pazurki, ale kto to powiedzial, ze to nie boli?! Boli!! I to jak! Pancia mi tlumaczy, ze nie obcinanie boli, ale to moje wykrecanie sie od tego zabiegu i walka z siostra, ktora go wykonuje. Ze gdybym byl spokojny, to nie poczulbym nawet, co jest grane. Ale jak tu sie nie wykrecac, jak trzy osoby mnie trzymaja i nie pozwola sie poruszyc? Pani pielegniarka musiala poprosic swoja kolezanke do pomocy, aby przez to moje wyrywanie sie nie zrobila mi krzywdy. Kurcze! Po co mnie tam pan i pancia zawiezli? Pielegniarka po zabiegu mnie pochwalila, ze jestem krzepki i silny, a ja mam to chwalenie gdzies. Podala mi na oslode jakis smakolyk, a ja tylko przez uprzejmosc wzialem go do mordki, a jak ona sie tylko odwrocila, to go wyplulem. Chcialem sie jak najszybciej stamtad wydostac. Przed samym zabiegiem bylo fajno. Siedzialem obok klatki z kotem. Czujecie to? Nie moglem od niego oderwac wzroku. Zaniepokojona pancia kota wziela klatke na kolana, tak na wszelka okolicznosc. Chyba to zrobila dlatego, ze widziala w moich oczach cos, czego inni nie zauwazyli. Ostatecznie to byl jej kot. No to ja przez 10 minut siedzialem z zadartym nosem i dalej patrzylem. Kiedy zawolali nazwisko panci i ruszylismy, tamta pani odetchnela ;)) Nie wiem, co kotu dolegalo, ale mnie w pokoju zabiegowym najbardziej dolegal brak wolnosci. Skrepowali jak psa! A panu zachcialo sie dodatkowo po zabiegu mnie zwazyc. Wsadzil na wage, a ja w podskoki. Wynik wahal sie miedzy 5 i 15 kilogramow. Czy on nie zrozumial, ze chcialem juz byc poza tym przybytkiem psiej niedoli?! Wyszedlem, wysikalem sie pod schodami i zadowolony pozwolilem sie wsadzic do wozka. Przed nami dluga droga i to ulicami, pancia sama juz chciala wypoczac i tylko pchac wozek, zamiast za mna sie uganiac po ulicach.  A jednak wole moja spokojna dzielnice, chociaz tak blisko kota, nos w nos, spotkac moge tylko u weterynarza.