wtorek, 22 stycznia 2019

Od dzisiaj ...


... jestem 9 - latkiem ...


FAJNIE!
______________

niedziela, 20 stycznia 2019

Domu sie nie zapomina

Jeszcze nigdy, po smierci moich rodzicow, nie czulam sie w swoim domu tak rodzinnie, jak w tym, w ktorym mieszkam. Myslalam o tym i teraz juz wiem.

Powrocilam do rodzinnego miasta i miejsc swojego dziecinstwa. Ta dzielnica jest mi doskonale znana, spedzilam tu swoje dziecinstwo, mlodosc i dojrzale lata. Zylam tu do czasu wyjazdu do Niemiec. Wtedy wlasnie sie stracilam. Stracilam tez najcudowniejszy kontakt z ta ziemia, z tymi kątami, nawet wspomnienia zaszly mgla walki o cos, co tej walki nie bylo warte. Wszystko to, co miescilo sie w tym czasie, od wyjazdu z Polski do powrotu do Ojczyzny, dzis jest dla mnie doswiadczeniem, na pewno tez dojrzewaniem, szczegolnym zrozumieniem mojego odczuwania, mojej milosci do tej ziemi. Byc moze brzmi to troszke patetycznie, lecz to prawda. Teraz w tym domu, ktory swoja zwyczajnoscia tak bardzo przypomina mi dom rodzinny, w tej dzielnicy, gdzie przezylam swoje najpiekniejsze lata, wiem, jak bardzo sensowny byl moj tutaj powrot. 

Jestem skrajna domatorka, dom dla mnie jest zyciem. Bez domu nie ma zycia. Tracac go wczesniej, nie wiedzialam, jak bardzo za nim tesknie. W kazdym domu, w ktorym dotychczas mieszkalam odnalazlam jedynie czastke tego rodzinnego zrodelka, bo potrafilam po prostu sobie je stworzyc. Szukalam jednak czegos, czego mi brakowalo ... nie wiedzialam czego. Teraz juz wiem. Teraz czuje zapach znany mi z dziecinstwa. 

Tak zwane "stare lata" sa tak piekne, jak samo dziecinstwo. Czlowiek zaczyna sie zwijac w klebuszek jak dziecko, choc z zewnatrz udaje, ze tego nie robi. Coraz czesciej chce sie byc dzieckiem, chce sie powracac do zapachow dziecinstwa i mlodosci, coraz czesciej tesknota za tym czasem pozwala zawalczyc o warunki zycia, jakie kiedys zapewniali nam rodzice. Nie wiem, czy to dotyczy wszystkich, ale mnie na pewno. Moja doroslosc i to wszystko, co zdobylam w latach dojrzalych dzisiaj pozwala mi na te piekne powroty; do moich dawnych kątow i do najpiekniejszych chwil mojego zycia. Bo rodzinnego domu przeciez nigdy sie nie zapomina.



wtorek, 15 stycznia 2019

Najgorsza noc mojego zycia

To byla noc z soboty na niedziele. Juz w sobote zaczelam sie czuc zle, bylo mi mglisto w zoladku. Wypilam goraca herbate mietowa i z trudem udalo mi sie zasnac. O godzinie 2,30 obudzilo mnie zle samopoczucie, straszliwe mdlosci. Zdazylam dobiec do lazienki. Wymiotom nie bylo konca, mialam tez silna biegunke, czulam, ze sie trace. Na wpol przytomna, na kolanach zaczelam po sobie sprzatac, jednak wszystko zaczelo sie od nowa; wymioty, bardzo ostra biegunka, bol brzucha i niemoznosc utrzymania moczu. Nie wiedzialam, jak dlugo to trwalo, wiedzialam tylko, ze uchodzi ze mnie zycie. Nie myslalam wtedy o niczym, tylko o Dinusiu - wyrzuca go na ulice, czy zamkna w schronisku? 

Chyba na jakas chwile stracilam przytomnosc, bo obudzilam sie w kaluzy swoich ekskrementow. Szmata i sprzatanie lazienki. Weszlam pod prysznic, na chwileczke polozylam sie do lozka. Na chwileczke ...

Spojrzalam na zegarek ... 6,30. Kompletne wyczerpanie i silny bol glowy. Zmierzylam cisnienie, bardzo wysokie, a tetno w stanie spoczynku 119. W stanie spoczynku, gdyz nie potrafilam sie podniesc na lozku, lezalam na nim i nie moglam sobie uswiadomic, co sie stalo.  Dinus spogladal na mnie z wielka troska. Wlasnie z mysla o nim zadzwonilam po Jedrusia; "przyjade". Dlugo wstawalam, aby z Dinusiem pojsc na spacer. Szlam? ...

Moja przyjaciolka Zosia jest pielegniarka. Przyjechala natychmiast, zaaplikowala mi trzy kroplowki, aby utrzymac mnie przy zyciu. "Jestes kompletnie odwodniona, dlatego serce tak ciezko pracuje, aby nie umrzec." "Zosienko, odpowiedzialam, dziekuje". "Nie mnie dziekuj, lecz swojemu sercu! wykrzyczala. Krzyczala na mnie ze zlosci, ze tak pozno do niej zadzwonilam, a wczesniej nie zadzwonilam na pogotowie. Nie mialam przeciez sily, zreszta ... nie o sobie wtedy myslalam, lecz o moim Dinusiu. Ja sobie jakos dam rade, a on??

Juz w trakcie podawania kroplowki cisnienie krwi sie wyrownywalo, a puls spadal. "Wracasz do zycia wariatko!" - uslyszalam slowa mojej kochanej piguly. Wkrotce zjawil sie Jedrus, a spotkanie rozpoczal od spaceru z Dinkiem, ktoremu powrocil humor, gdy zobaczyl swojego pana. I ja zaczelam sie usmiechac, bo przeciez mialam obok siebie przyjaciol, gotowych mi pomoc i przywrocic zyciu.

Dzisiaj jest wtorek, koncowka przenosin do nowego mieszkanka, a ja kompletnie zmeczona, lecz szczesliwa, bo czuje sie doskonale. Co sie od piguly nasluchalam, to moje, ale teraz bede pamietac o telefonie do niej mocniej niz o telefonie na pogotowie. Bo moja przyjaciolka Zosia dziala natychmiast i zanim natychmiast sie pojawi, powiadamia wszystkie znane sobie sily medyczne, aby ratowac Alenke. A niechby kto siostry Zosi nie posluchal ... !!!!



piątek, 11 stycznia 2019

Przygotowania

Trzy pokoje, widna kuchnia, spizarka, lazienka z oknem, z wanna i WC oraz przedpokoj - moj nowy dom. Podpisana umowa, uregulowane finanse, umowa pradu i gazu juz na mnie, klucze w kieszeni. Teraz malarz odswieza to mieszkanie na zlecenie jego wlasciciela, pana Krzyska, ktory mi to mieszkanko wynajmuje. Wkrotce przeprowadzka.

A narazie? Kilka kartonow juz zapakowanych, reszta oczekuje swojej kolejki. Nie mam tak wiele do pakowania, chociaz pracy mam przy tym niemalo. Wybralam kartony male i sredniej wielkosci, aby mozna bylo je latwo samemu przeniesc z miejsca na miejsce. Skrupulatnie opisane niemal same swoje miejsce odnajda. Przeprowadzka to niedaleka, bo niecale dwa kilometry dzieli te dwa domy. Przeprowadzi mnie Bogus - moj przyjaciel, kolega szkolny, gliwicki taksowkarz. To dobrze, ze w Gliwicach mam wielu serdecznych  znajomych i przyjaciol. Lista na parapetowke juz prawie zapelniona, lecz zanim to nastapi jeszcze sie troszke napocę przy przygotowaniach do przenosin, a pozniej przy zagospodarowaniu sie na nowym miejscu. Na pewno nie bedzie latwo rozstawac sie z sasiadami, z ktorymi zzylam sie bardzo serdecznie. Oni zaluja, a ja razem z nimi. Obiecuje, ze czesto bede do nich wpadala na kawke, jak dotychczas, bo niedaleko to przeciez, akurat na spacer z Dinusiem. To jednak ich nie przekonuje, bo "szybko o nas zapomnisz". Nie! Cwierc wieku nie bylo mnie w Polsce i nie zapomnialam o bliskich, a teraz tych za miedzą mialabym zapomniec?

środa, 12 grudnia 2018

Pierwszy snieg, nadchodza Swieta

Psikolaj przyniosl mi w tym roku zimowy plaszczyk z kapturem. Bylem grzeczny przy pierwszym wkladaniu, ale troszke sztywny. Pierwszy raz mialem na sobie jakies obce cialo. Plaszczyk jest z kapturem, ale dalem do zrozumienia panci, ze nie jestem baba, zeby takie babskie gadzeciki mnie dekorowaly. Pancia spasowala i fajnie, bo nie musze sie na ulicy wstydzic, zem jakis tam, nie wiadomo jakiej orientacji. 

Pancia, wiadomo, od razu zaczela z luboscia pstrykac zdjecia, bo uwaza, ze w plaszczyku wygladam jak prawdziwy dzentelmen. Moze nawet i tak jest, ale mi na tym jakos specjalnie nie zalezy. Bez plaszczyka i tak mieszkancy Gliwic mnie lubia, choc, jak zauwazylem, w plaszczyku mnie podziwiaja. Nie powiem, ze to niemile i nawet ten plaszczyk zaczalem lubic. Niech sobie juz bedzie, jak panci tak bardzo na tym zalezy. 

Ten plaszczyk jest nawet fajny, bo nieprzemakalny ...

... i nie musze sie tak ostro otrzepywac po spacerze.



Psikolaj chyba wiedzial co robi, bo trafil na dobry czas; jutro jest trzecia rocznica mojego drugiego narodzenia, czyli przyjscia do Panci i Jedrusia domu. To jest moj pierwszy prawdziwy dom.

A to pancine fotki z dzisiejszego wieczornego spaceru. Az zaniemowilem.

Z roznych stron ta choinka wyglada roznie.

Trzeba przyznac, ze ...

... te Gliwice coraz bardziej ...

... mi sie podobaja. Zostane tu z pancia i Jedrusiem.